13 maja 2013

Rozdział 18

Victoria

- Mówiłem już jak bardzo się cieszę że tu jesteś? - Harry szepnął mi na ucho, przygryzając lekko jego płatek.
- Coś tam wspomniałeś raz...albo pięćdziesiąt - zaśmiałam się lekko i cmoknęłam lekko jego usta.
Oglądaliśmy z chłopakami jakiś horror p.t "Duch", szczerze powiedziawszy...ten film był tak straszny jak woda w stawie, ale postanowiliśmy obejrzeć go do końca...co nie było dobrym pomysłem, w po 40 minutach każdy zajął się swoimi sprawami. W pewnej chwili drzwi apartamentu otworzyły się i stanęła w nich zapłakana Amy. Coś się musiało stać, ponieważ jej mina nie wskazywała na łzy szczęścia. Dziewczyna popatrzała po nas kolejno po czym ze spuszczoną głową skierowała się do pokoju. Chłopaki spojrzeli na mnie szukając jakiejś odpowiedzi.
- Porozmawiam z nią - powiedziałam i zeszłam z kolan mojego chłopaka. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi pokoju Nialla. Zapukałam a kiedy nie doczekałam się odpowiedzi, po prostu weszłam do pomieszczenia. Amy stała do mnie tyłem i w pośpiechu wrzucała rzeczy do walizki, co chwilę wycierając oczy, zapewne mokre od łez.
- Amy, co ty robisz? - zapytałam powoli zbliżając się do niej. Położyłam jej rękę na ramieniu czekając aż odwróci się w moja stronę. Nic.
- Pakuję się. Jeszcze dzisiaj wyjeżdżam do Londynu - powiedział i szybkim krokiem skierowała się do łazienki.
- Ale co się stało...- zaczęłam.
 -Zerwałam z Niallem - powiedział przerywając mi w pół zdania. Wiedziałam, że próbuje udawać twardą. Podeszłam do niej i mocno ją do siebie przytuliłam.
- Co się stało? - zapytałam głaszcząc delikatnie jej plecy. W tym momencie wybuchał, wszystkie emocje z niej wyleciały, a łzy zaczęły spływać po jej lekko zaróżowionych policzkach.
- Ja...nie chce o tym mówić - powiedziała i wyswobadzając się z moich objęć, zaczęła zapinać walizkę.
- Chłopakom będzie smutno...dopiero co przyjechałyśmy...
- Ja wyjeżdżam...ty wcale nie musisz - znów mi przerwała.
- Naprawdę uważasz, że zostawię Cię samą? - zapytałam lekko skołowana. Nie mogłam jej teraz zostawić! Nie kiedy życie legło jej w gruzach. Zastanawiam się tylko co się stało? Przecież miała to być romantyczna kolacja w rocznice....a nie to, cokolwiek się stało. Spojrzałam w stronę drzwi, w których pokazały się zatroskane twarze Zayna, Harrego, Lou i Liama.
- Wszystko w porządku? - zapytał mulat, i popatrzał na nas ze zdziwioną miną przypatrując się walizce leżącej na podłodze.
- Co się dzieje, po co wam ta walizka? - tym razem odezwał się Harry.
- Wracamy do Londynu - powiedziałam i spuściłam głowę w dół.

Niall

Zerwała ze mną....dlaczego? Co takiego się stało? Przecież...powiedziała że wybaczyła mi to z Demi...może tylko tak powiedziała....nie wiem już sam. Stoję w tym parku jak idiota i nie wiem  co dalej. Mam za nią pobiec, poprosić o wyjaśnienia? Czy może po prostu to olać? Ale jak, skoro ją kocham? I nie potrafię bez niej żyć? Ugh, czemu to wszystko musi być tak skomplikowane! Nawet się nie spostrzegłem jak po policzku zaczęły mi lecieć łzy.
- Niall? - usłyszałem za sobą znany mi głos. - Niall, wszystko w porządku?
- Demi, co tu robisz? - zapytałem wycierając łzy.
- Miałam do Ciebie iść....ale to nie ważne. Coś się stało? - zapytała blondynka i stanęła naprzeciwko mnie. Popatrzyłem jej głęboko w oczy, i postanowiłem powiedzieć prawdę...
- Amy ze mną zerwała - powiedział i poczułem że łzy znów napłynęły mi do oczy, podniosłem głowę do góry próbując jakoś je powstrzymać.
- Posłuchaj, nie warto po niej płakać...- zaczęła.
- Nie mów tak, w ogóle jej nie znasz. Ona jest...dla mnie jest po prostu idealna - powiedziałem i  mimowolnie w mojej głowie pokazały się nasze wspólne wspomnienia. 

- Zastanawiam się, co taka śliczna dziewczyna jak ty robi tu...pośrodku niczego? - zapytałem uchylając lekko przednią szybę samochodu. Dziewczyna szła poboczem ciągnąc za sobą walizkę...znajdowaliśmy się jakieś 5 kilometrów od jakiegokolwiek miasta...co ona tu robi?
- Ah wiesz, tak spaceruję z walizką. Szukając jakiejś jaskini na nowy dom - zaśmiała się i ruszyła dalej. Nacisnąłem pedał gazu i ruszyłem powolutku jadąc obok niej.
- Może Ci pomogę? Co ty na to? -zapytałem. Dziewczyna zaczęła się rozglądać się, zastanawiając czy przyjąć pomoc, czy nie.
- Dobra, ale bez żadnych numerów - powiedziała i zmrużyła oczy.
- Jak sobie życzysz - uśmiechnąłem się i ruszyłem.
***

- To był świetny wieczór, dziękuje - odezwała się w końcu.
- Był świetny bo ty tam byłaś. Słuchaj nie chcę już zwlekać...muszę Ci coś powiedzieć. - nie wytrzymałem już, musiałem jej to powiedzieć- Słucham..- Zakochałem się w Tobie, od momentu kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem. A potem każdego dnia coraz bardziej. Wiem, znamy się niedługo ale ja.. - zacząłem ale nie dane mi było dokończyć ponieważ dziewczyna założyła mi ręce na szyje i pocałowała lekko.
- Też się w Tobie zakochałam - wyszeptała i tym razem to ja złączyłem nasze usta w słodki pocałunku.

- Niall, słuchasz mnie? - Demi zaczęła wymachiwać mi rękami przed nosem.
- Co? Nie, przepraszam...zamyśliłem się.
- Posłuchaj, jeśli z Tobą zerwała. To znaczy, że nic do Ciebie nie czuje...musisz o niej zapomnieć - powiedziała dziewczyna i wyciągnęła do mnie rękę. Chwyciłem ją i ruszyłem za nią. Nie bardzo interesowało mnie gdzie idziemy...ocknąłem się dopiero kiedy wsiadaliśmy do windy. Okazało się, że jesteśmy w moim hotelu....kiedy wysiedliśmy na odpowiednim piętrze, moim oczom ukazał się niespodziewany widok. 
Chłopaki wraz z Amy i Victorią stali mocno do siebie przytuleni, obok dziewczyn stały walizki. 
- Co się dzieje? - zapytałem. Dziewczyny spojrzały w naszą stronę.
- Chłopaki będę za wami tęsknić - powiedziała brunetka i przytuliła się do każdego z osobna. - Vic, czekam na dole - powiedziała i ruszyła w stronę windy, wyminęła mnie i wsiadła do niej. Zanim drzwi się zamknęły mogłem zauważyć kilka łez spływających po jej policzku.
- Dowiem się w końcu, gdzie wy się wybieracie? - zapytałem pokazując na Victorie i drzwi windy, za którymi chwilę wcześniej stała Amy.
- Wiesz co? Nawet nie ma słów żeby opisać...jakim dupkiem jesteś! - wykrzyknęła moja przyjaciółka zbliżając się do mnie.

- Co? Przecież ja.. - zacząłem.
- Zerwaliście nie całą godzinę temu. A ty już przychodzisz sobie tu z nią - prychnęła wskazała na Demi. - Mogłeś chociaż sprawiać pozory przy Amy, że jest Ci przykro.
- Przykro? O niczym innym  nie myślę tylko o niej... nie wiem co się stało, to mnie zabija od środka! - podniosłem lekko głos.
- Och tak? I okazujesz to przychodząc tu i trzymając za rączkę swoją przyjaciółeczkę?! - wykrzyknęła Vicky i uderzyła mnie w twarz. To mną wstrząsnęło, spojrzałem w dół, faktycznie moja dłoń była spleciona z dłonią Demi, ale tylko dlatego że ona mnie prowadziła.
- Vicky, posłuchaj to nie tak...- zacząłem ale dziewczyna znów mi przerwała.
- Nie, mam Cię dość - powiedziała i podeszła do chłopaków. Uściskała każdego z nich i również ruszyła w stronę windy by za chwilę zniknąć za srebrnymi drzwiami. Spojrzałem na moich przyjaciół, każdy z nich patrzał na mnie z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Ja mogę to wszystko wyjaśnić - powiedziałem.
- Jesteś idiotą Niall. Lepiej zajmij się swoją przyjaciółka bo narazie na mnie nie masz co liczyć! - krzyknął Harry i zniknął w apartamencie. Liam, Louis i Zayn zrobili to samo. Pożegnałem się z Demi i powiedziałem, że chcę zostać sam, ona pokiwała tylko głową i poprosiła aby do niej zadzwonił. Przytuliłem ją i ruszyłem do swojego pokoju. Wszystko schrzaniłem. Straciłem moją dziewczynę, i przyjaciół. I wszystko jednego wieczoru. Co takiego zrobiłem? Czym sobie zasłużyłem? Położyłem się na łóżku i zacząłem przeglądać zdjęcia swoje i Amy w telefonie, byliśmy tacy szczęśliwy...jak mogło się to zmienić w jeden pieprzony wieczór?!

***
"- Ej, słoneczko nie płacz – pocieszał ją Niall. – Niedługo znowu się zobaczymy – blondyn próbował być silny ale jemu także po policzku zaczęły cieknąc łzy. – Najważniejsze jest żebyś pamiętała że bardzo Cię kocham i zawsze będę. Bez względu na wszystko.
- Ja też Cię kocham, Niall – odpowiedziała mu brunetka i pocałował go w usta.
- Zobaczysz wrócę zanim się obejrzysz, a wtedy już nic nas nie rozdzieli - chłopak uśmiechnął się i ucałował dziewczynę w czoło mocno do siebie tuląc"


SZKODA, ŻE NIE DOTRZYMAŁ ZŁOŻONEJ OBIETNICY </3

-----------------------------------------------------------------------------------------------
jest rozdział.... cieszycie się? Bo ja tak <3 Więc mam nadzieje, że wam się spodoba. Następny po 10 kom <3 Bye <3 
P.S jeśli chcecie być informowani podajcie swoje TT w komentarzach. Mój TT to : https://twitter.com/PaulinaPatiLove

3 maja 2013

Rozdział 17

Amy 

- Ha, mówiłem że mu wybaczy! - krzyknął Lou wpadając do pokoju.  - Zayn, moja zapłata! - zaśmiał się i wyciągnął rękę w stronę Malika. Zayn zaczął coś mamrotać pod nosem, ale dał brunetowi banknot, a następnie razem wyszli z pokoju. Podniosłam się na materacu i przetarłam lekko oczy, spoglądając na mojego chłopaka. Niall obdarował mnie słodkim uśmiechem i również niechętnie wstał.
- Uff, a już myślałem, że to był tylko kolejny piękny sen o Tobie - powiedział i przyciągnął mnie do siebie złączając nasz usta w słodkim pocałunku.
- Takie poranki mogę mieć codziennie - zaśmiałam się i przytuliłam blondyna.
-Cieszę się, że jesteś tu ze mną...w ten szczególny dzień - zaczął Niall.
- Tak? A co to za szczególny dzień? - zapytałam na co on tylko chytrze się uśmiechnął . Próbowałam coś z niego wyciągnąć, ale to jak proszenie ściany o odpowiedź, więc w końcu odpuściłam  Leżeliśmy jeszcze przez około 15 minut aż zaczęło nam burczeć w brzuchach. Z uśmiechami na twarzach weszliśmy do kuchni, gdzie cała reszta ze smakiem pałaszowała śniadanie, no prawie. Brakowało Vicky.
- Gdzie Victoria? - zapytał Niall.
- Śpi...- zaczął Harry.
- Chciałeś powiedzieć, że odpoczywa po nocy - zaśmiał się Lou i poruszał zabawnie brwiami. 
- Och, przymknij się - Harry walnął go w ramię.
- To jakie plany na dzisiaj? Zwiedzanie Nowego Yorku? Jest tu dużo muzeów...- zaczął Liam.
- Oczywiście Payne, dziewczyny są pierwszy raz w NY, i z pewnością jedyne o czym marzą to chodzenie po nudnych muzeach - powiedział Louis i wywrócił oczami, na co wszyscy się zaczęliśmy się śmiać.
- A co tu tak wesoło? - do pomieszczenia weszła jeszcze lekko zaspana Vicky.
- Obmyślamy plan, na dzisiejszy dzień - powiedział Harry i cmoknął dziewczynę w policzek.
- Ja zawsze marzyłam, żeby pójść do muzeum...- zaczęła blondynka.
- Ha, a nie mówiłem wam?! - przerwał jej Liam.
- ... figur woskowych - dokończyła moja przyjaciółka z ogromnym zdziwieniem na twarzy.
- To wyśmienity pomysł! - powiedział Niall. Wszyscy zgodziliśmy się, że muzeum figur woskowych to świetny wybór. Kiedy zjedliśmy śniadanie, każdy dostał pół godziny na przygotowanie się. Dokładnie o 12:30 wyszliśmy z apartamentu. Zjechaliśmy windą do holu, i skierowaliśmy się do tylnego wyjścia. Po drodze minęliśmy recepcje, za biurkiem stał nie kto inny jak nasza ukochana - Dorris. Posłałyśmy jej z Vicky fałszywe uśmiechy i weszłyśmy na parking. Na drodze stał zaparkowany bus, wsiedliśmy do niego i kierowca zawiózł nas w stronę muzeum. W końcu po 30 minutach jazdy, dotarliśmy na miejsce. Kiedy tylko chłopaki wysiedli z auta, obskoczyły ich fanki. Skąd one się tu wzięły? Ochroniarze którzy nie odstępują chłopaków na krok, zaczęli torować nam drogę do wejścia. Niall splótł mocno palce naszych dłoni i pociągnął mnie za sobą. Co chwilę jakieś dziewczyny robiły zdjęcia i próbowały dotknąć chłopaków. Kiedy w końcu weszliśmy do środka przed oczami miałam pełno czarnych kropek, które były efektem fleszy z aparatów.
- Nie wiem jak wy to wytrzymujecie - powiedziała Vicky jakby czytając mi w myślach.
- Kwestia przyzwyczajenia - wzruszył ramionami Zayn. Kiedy kupiliśmy bilety, zaczęłyśmy z Vicky robić sobie zdjęcia z różnymi figurami m.in. John'ego Deep'a, Madonny, Merlin Monroe i wiele wiele innych. Spędziliśmy czas na świetnej zabawie, i nawet się nie spostrzegliśmy a wybiła godzina 16:00. Stwierdziliśmy, że na dzisiaj wystarczy i ustaliliśmy że teraz idziemy coś zjeść. Każdy z nas chciał coś innego, a w końcu i tak wybraliśmy pizze.

Vicky 
Pizzeria, do której chcieliśmy się dostać znajdowała się dwie przecznice stąd, więc postanowiliśmy się przejść. Wyszliśmy z muzeum tylnymi drzwiami, chowając się przed ochroniarzami chłopaków. W drodze wygłupialiśmy się, w pewnym momencie Louis pchnął mnie, czego efektem było moje zdarzenie się ze słupem. Po drugiej stronie chodnika grupa chłopaków wybuchnęła śmiechem.
- Co jest takie zabawne!? - krzyknęłam odwracając się w ich kierunku, kiedy dostrzegłam kto to, moje oczy momentalnie się powiększyły.
- Victoria?! - krzyknął jeden z nich.
- Nie, Duch Święty - zaśmiałam się, a oni ruszyli w moją stronę . Usłyszałam za sobą pełne niezadowolenia pomruki moich przyjaciół.
- Logan, Kendall, Carlos, James! Tak się cieszę, że was widzę! - powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna. Tak dawno nie widziałam chłopaków z Big Time Rush.
- Dziewczyno, jak to możliwe że jesteś jeszcze piękniejsza? - zapytał Logan.
- Jest też zajęta - powiedział Harry, a następnie poczułem ręce oplatające moją talię.
- Przykro nam stary, pech - powiedział Kendall i poklepał Logana po głowie. Zaśmiałam się, a za mną reszta.
- Vicky, nie przedstawisz nam swojej ładnej koleżance? - zapytał Carlos i wskazał na Amy.
- Ładna koleżanka ma na imię Amy - dodałam.
- ...i też jest zajęta - Niall przytulił Amy, która chciała uścisnąć chłopaków, więc w efekcie krzyknęła tylko "cześć". Chwilę później zadzwonił jej telefon, przeprosiła nas i odeszła kawałek.
- Nie żeby coś, ale chyba nie jesteśmy tu mile widziani - powiedział James i zlustrował Harre'go i Niall'a,
- Gratuluję spostrzegawczości - warknął mój chłopak za co zgromiłam go wzrokiem.
- Dobra, zbieramy się chłopaki. Vicky mamy nadzieję, że jeszcze się spotkamy - powiedział Kendall.
- Jasne, bardzo chętnie - przytuliłem ich i chwilę potem machaliśmy sobie z daleka. W tym momencie dołączyła do nas Amy, z grobową miną.
- Kochanie, wszystko w porządku? - zapytał Niall z troską w głosie. Brunetka tylko pokiwała lekko głową i ruszyliśmy w stronę pizzeri. Kiedy już zamówiliśmy jedzenie mogliśmy w końcu usiąść i spokojnie porozmawiać.
- Chłopaki z BTR wydają się w porządku - powiedział Liam.
- Pff...nie zauważyłeś że to banda...- zaczął Harry, ale uciszyłam go wzrokiem.
- Och, daj spokój. Nawet ich nie znasz - powiedziałam broniąc znajomych. - Amy, co o nich sądzisz?
- Co...? Ach...no nawet fajni - powiedziała. Od momentu tamtej rozmowy zachowuje się dziwnie, wgl się nie odzywa, i jest ciągle zamyślona.
- Amy, napewno wszystko ok? - zapytałam.
- Tak po prostu się zamyśliłam - odpowiedziała i posłała mi wymuszony uśmiech.

* w hotelu *
W końcu wróciliśmy do hotelu, po całym dniu chodzenia mam dość! A jeszcze muszę pomóc Amy, przygotować się na randkę, o której ona nie ma pojęcia. Ok, przedstawienie czas zacząć.
- Amy! Chodź tu na chwilę!- krzyknęłam.
- Co się stało? - przyjaciółka stanęła przede mną w piżamie. 
- Mam randkę z Harrym, musisz mi pomóc wybrać sukienkę! Masz, przymierz tę - powiedziałam i rzuciłam w nią ubraniem.
- Ale po co ja mam ją zakładać? - zaczęła marudzić.
- Żebym wiedziała jak wygląda - dziewczyna coś marudziła ale zrobiła to o co prosiłam.
- Hmm...muszę zobaczyć jak będzie wyglądać z fryzurą i makijażem.
- Ale ja dopiero... - zaczęła brunetka. Nie dałam jej skończyć, spięłam jej włosy w lekkiego koczka i wypuściłam kilka kosmyków luźno, następnie lekko pomalowałam oczy i kazałam założyć buty.
- No, i gotowe - uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju, zostawiając ją ze zdziwioną miną.

Niall
Ubrany w garnitur i z bukietem 121 żółtych tulipanów w ręce, czekałem aż Victoria wyjdzie z pokoju.
- Jest twoja - w końcu blondynka opuściła pomieszczenie i z uśmiechem udała się do salonu. Nacisnąłem niepewnie klamkę drzwi i zobaczyłem zdezorientowaną minę Amy.
- Wszystkiego Najlepszego z okazji naszej rocznicy - uśmiechnąłem się do niej i wręczyłem jej bukiet całując w policzek. Dziewczynka popatrzała na kwiaty, próbując policzyć, ile ich jest.
- 121 - uprzedziłem ją - Jeden, na każdy dzień spędzony z Tobą.
- No tak,  dzisiaj nasza rocznica, ale jestem głupia. Są piękne, dziękuje - powiedziała i pocałowała mnie, a po jej policzku pociekły łzy.
- Amy, czy uczynisz mi ten zaszczyt, i zjesz ze mną kolacje? - zapytałem i pocałowałem jej dłoń.
- Oczywiście - uśmiechnęła się lekko i złączyła nasze usta ponownie. Pożegnaliśmy reszte i ruszyliśmy do wybranej przeze mnie wcześniej restauracji. Siedzieliśmy na przeciwko siebie, i rozmawialiśmy. Amy wydawała się troszkę nieobecna przez większość czasu.
- Amy, czy ty...ciągle jesteś na mnie zła? - zapytałem.
- Nie, Niall. Po prostu...nie czuje się najlepiej. Przepraszam, zepsułam ten wieczór. - powiedziała i spuściła głowę.
- Nie masz za co przepraszać. Cieszę się, że tu jesteś - uśmiechnąłem się i musnąłem lekko jej usta. Więcej już nie poruszaliśmy tego tematu. Amy starała się być ciągle uśmiechnięta, ale ja wiedziałam że coś ją gryzie. Postanowiłem, że nie będę jej dzisiaj męczył. Po skończonej kolacji, wziąłem Amy na spacer do parku. Szliśmy przytuleni, aż zadzwonił jej telefon.
- Nie odbieraj - poprosiłem. Dziewczyna spojrzała na telefon i lekko się wzdrygnęła.
- Amy... - spojrzałem na nią niepewnie, bo po jej policzkach poleciały łzy.

Amy
Spojrzałam na swój telefon...znowu ona. Wiedziałam, że dzwoni aby sprawdzić czy jej posłuchałam. W moich oczach zaczęły wzbierać łzy.
-Amy...- Niall spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem, Mój chłopak, moje największe szczęście. Jak mam to wszystko skończyć? Jak mam go zostawić? I to w naszą rocznicę? To nie tylko załamie jego, ale przede wszystkim mnie. Ale nie ma sensu dłużej zwlekać...muszę to zrobić...własnie teraz.
- Niall, nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham...- powiedziałam i chwyciłam jego twarz w swoje dłonie.
- Ja też Cię kocham... - zaczął  zbliżać swoje usta do moich.
- ...ale...myślę że potrzebujemy przerwy - powiedziałam na jednym wdechu. Niall stał z otwartymi ustami.
- No...prawie mnie nabrałaś - powiedział wciąż lekko zestresowany.
- Mówię poważnie...to koniec - łzy spłynęły po moim policzku.
- Aaa-ale Amy, jeśli chodzi o Demi - zaczął.
- Nie...tu chodzi o mnie...po prostu... - czułam jak serce pęka mi na milion kawałków, emocje wzięły nade mną górę. Już nawet nie kontrolowałam swoich łez, które wylewały się z moich oczu strumieniami.
- Amy, proszę Cię. Nie zostawiaj mnie. Kocham Cię - powiedział i przybliżając się do mnie niespodziewanie pocałował mnie u usta. - Już nic dla Ciebie nie znaczę? - zapytał próbując powstrzymać łzy. Nie mogłam nic zrobić, powiedzieć, jedyne co teraz chciałam to go przytulić...powiedzieć prawdę. Że jest dla mnie najważniejszy, że nie potrafię bez niego wytrzymać. Taka prawda, uzależniłam się od niego, kiedy go nie ma...czuję się jakby zabrakło mi powietrza. A teraz, przez jedną osobę mam go stracić? Czy to sprawiedliwe? Dlaczego moje życie daje mi tak w kość? Czym sobie zasłużyłem? Niestety, nic nie mogę z tym zrobić.
- Proszę nie utrudniaj mi tego - odsunęłam się i uciekłam. Jak ostatni tchórz. Odwróciłam głowę, aby po raz ostatni zobaczyć mojego ukochanego. Stał tam, zalany łzami, ze złamanym sercem. To wszystko moja wina. Mam nadzieję, że szybko o mnie zapomni, nie zasługuje na niego, nie zasługuje na jego miłość.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ugh, zwaliłam ten rozdział, przepraszam! Wiem, jest beznadziejny...ale opinię zostawiam wam. Do następnego <3 <3

MAM DO WAS OGROMNĄ PROŚBE!! MOJE KUPELE MAJĄ BLOGA, ALE MAŁO OSÓB O NIM WIEM, A JEST NAPRAWDĘ NIESAMOWITY. WEJDŹCIE, POCZYTAJCIE, SKOMENTUJCIE.
http://try-enjoy-your-life-every-day.blogspot.com/