23 września 2012

Rozdział 3

Rozdział 3
Obudziłam się rano w świetnym humorze. Jeszcze w piżamie zeszłam na dół, na śniadanie. Przy stole siedziała cała moja rodzinka, kiedy mnie zobaczyli strasznie się zdziwili.
- Co ty tu robisz? Jest 9:00?
- A tak jakoś, nie umiałam spać....Więc, co jemy?
- Jajecznice
- Mmmm...pycha.
Zjadłam jeden talerz, i poprosiłam jeszcze o dokładke. Wszyscy patrzeli na mnie jak na ufo.
- Tato, co dzisiaj robimy?
- Jadę do pracy, a co?
- A nic, właśnie już dawno miałam się Ciebie zapytać. Czym się zajmujesz?
- Mam wytwórnie płytową.
- Ale super, pewnie znasz dużo gwiazd.
- Jak chcesz możesz ze mną dzisiaj jechać, poznasz kogoś.
- Co?! Naprawdę mogę?
- Janse, za pól godziny jedziemy. Idź się ubierz.
- Ok. Zaraz będę gotowa.
Pobiegłam szybko na górę. W co się ubrać? Postawiłam na sókienkę. Właśnie miałam schodzić na dół, kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczyu pojawił się nie znany numer...
*Rozmowa*
- Hallo?
- Hej Vicky, tu Harry.
- O, hej Harry. Co tam?
- A nic, chciałem się zapytać co dzisj robisz?
- Teraz jade z moim tatą do pracy...ale potem jestem wolna. A co?
- Może wpadniesz do nas potem?
- Jasne, o której?
- Tak o 15?
- No spoko, to do potem. Papa.
- Pa, miłego dnia.
Powiedział i się rozłaczył. A ja zeszłam na dół, mój tata już stał przy drzwiach. Pożegnałam się z Kate i Jackiem i wyszliśmy do samochodu. Jechaliśmy około 10 minut. Wysiedliśmy przed ogromnym studiem. Wow, nieźle się urządił ten mój tatulek, no nie powiem.
- Gotowa, na poznanie kogoś ?
- Jasne, zakocz mnie.
- Tylko porszę nie krzycz...
- Skad ja to znam...
- Co mówiłaś?
- Nie, nic... Chodźmy już bo się nie umiem doczekać.
Doszliśmy do jakichś drzwi, tata mnie zatrzymal i powoli je otworzył.
- Vicky, poznaj One Direction - powiedział i wprowadził mnie do środka. Zdziwił się kiedy nie zaczęłam skakać i jarać się na ich widok.
- Victoria! - wrzasnęli wszyscy i się na mnie rzucili...
-  To wy się znacie ?- zapytał skołowany całą sytuacją mój tata.
- Tak, poznaliśmy sie 2 dni temu....
- No ale żeby nie było, to jest moja córka Victoria i łapy od niej precz! - zaśmiał się mój tata.
Wszyscy się zaśmiali tylko Harry zrobił zdziwioną minę, a ja powiedziałm mu bezgłośnie "potem Ci wytłuczę".  A on tylko się uśmiechnąl i mnie przytulił. Później chlopcy zaczęli nagrywać jakąś pisenkę, chyba nazyała się "Gotta be you". Musze przyznać że mają świetne głosy, a piosenka była całkiem niezła...Ale im tego nie powiem :P. Kiedy już skończyli nagrywać była już 13:30.
- I jak podobało Ci się?
- No...ujdzie w tłoku.... - próbowalam niewybuchnąc śmiechem.
- Chłopaki....kiedy nagrywacie teledysk? - wtrącił się mój tata.
- Jeszcze nie wiadomo, szukamy narazie ludzi.... - powiedział Liam.
Omg, teraz będą jeszcze gadać 5 godzin o głupotach. Podeszłam do okna, ale tłum sie zebrał pod studiem. Nagle te wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć. Co im sie stało? Spojrzałam w stronę chłopaków. 1, 2 ,3,4,5... wszyscy. Więc o co im chodzi? W tej chwili pod studio podejechał bus, a z niego wysiadli jacyś goście. Hmmmm....skąś ich znam...już wiem! To było Big Time Rush! Jestem słaba w zespołach, a ich znam tylko dlatego że mają swój serial na nickelodeonie.
- Ej, patrzcie BTR podejchało pod studio! - wrzasnęło.
- Co? Juz są? Ja musze do nich zejść. Vic idziesz ze mną? Czy chcesz wrócić do domu?
- Wróce już do domu....ale chcialabym ich kiedyś poznać....
- To jutro ze mną tu przyjedziesz, chłopaki odwieziecie ją do domu? - zwrócił się do 1D.
Mięli jakieś dziwne miny...ciekawe co się stało. Nieważne, później się zapyatm.
- Jasne, nie ma sprawy - dodał Niall.
Wyszliśmy wszyscy z sali, i skierowaliśy się w stronę parkingu. Po drodze widziałam jak mój tata wita się z chłopakami z BTR. Wyszlismy przez drzwi, ale od razu tego pożałowaliśmy bo fanki rzuciły sie na chłopaków. Udało nam się uciec z powrotem do środka.
- Zadzwoń do Paula, i powiedz mu żeby przyjechał od zaplecza  zwrócil sie Lou do Liama. Wogóle sie do mnie nie odzywal, co ja takiego zrobiłam. Postanowilismy wyjść tylnimi drzwiami, staliśmy i czekalismy az podjedzie nasz transpport. W końcu nie wytrzymałam tej ciszy.
- Co się stało? Czemu sie nie odzywacie?
- Bo mamy na Ciebie focha - powiedział Tommo.
- Ale dlaczego?
- Bo Big Time Rush, poznałaś od razu a o nas nie wiedziałaś.
Kiedy to usłyszłam wybuchnęłam takim smiechem, że chopcy nie wytrzymali i też zaczęli się śmiać.
- Tylko o to wam chodzi? Znam ich bo mają serial na moim ulubionym programie, hahahahahaha nie no nie wierze. Hahahahah ale z was głąby!
- Jak o nas poweidzałaś - zapytał Zayn.
- Głąby! - wydarałam się.
- Ooo..teraz to Dostaniesz! Na nią! - wrzasnął mulat  wszyscy się na mnie rzucili. Leżelismy na ziemi i sie śmialismy. W końcu przyjechał bus, wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy.
- To co jedziesz do nas? - zapytał Harry. W końcu się odezwał.
- Najpierw chciałabym się przebrać bo robi się chłodno.
- No ok to odwieziemy Cię do domu, a potem do nas wpadniesz co?
- No dobra.
Podaliśmy kierowcy adres i juz chwilę później bylismy pod moim domem. Pożegnałam się z chłopakami i umówilismy się za godzine u nich. Weszłam do domu, na stole leżała karteczka. "Pojechałam z Jakiem na zakupy, jedzienie macie w lodówce". W sumie to nie byłam glodna, więc wzięłam tylko jabłko i poszłam do swojego pokoju. Skierowałam się do łazienki, wzięłam kąpiel  z bąbekami, która trwała 40 minut. Zostało mi jeszcez 20, wyjęłam z szafy ciuchy ubrałam się, zrobilam koczka i skierowalam sie na dol.
Na dojscie zostalo mi jeszcze 5 minut.
Stanelam przed drzwiami i zastanawialam sie czy zaukac,ale uprzedil mnie Zayn.
- Hej, co tak stoisz? Wchodz.
Weszłam do środka, a tam jak zwykle jeden wielki harmider! Lou gonił Harrego który był w samych boksenrkach a ten uciekał przed nim z marchewkami. Niall siedział na ziemi i się z nich śmiał. A Liam tylko kręcił głową.
- Cześć chłopaki - krzyknęłam!
- Vicky, raaaaatujn mnie! - wrzeszczał loczek i sie za mna schował.
- Co? Ale... - nie zdążyłam dokończyć bo Tomlinson podnósł mnie do góry i zaczął uciekać.
- Lou! Co ty robisz?
- Harry! Robimy wymianę, marchewki za Vick?! - darła się Louis.
- Ej! Co ja jestem?
- Dobra, dawaj  ją, masz te swoje pomarańczowe obrzydlistwa - powiedział Harry i "wziął" mnie od Lou.
Harry trzymał mnie cały czas na rękach, i nie chciał póścic.
- Harry, możesz mnie juz postawić na ziemi.
- A co będę z tego miał?
- Kopa w dupę - odezwał się Zayn. A ja zaczęłam się śmiac. Loczek zignorował Zayn i ciągnął dalej.
- Więc...
- A co byś chciał?
- Hmm...buziaka.
- Ok - dałam mu buziaka w policzek o on zrobił obrażoną minę.
- Nie o takiego mi chodziło, ale trudno.
Postawił mnie w końcu na ziemi, po zaczął mu dzownić telefon.
- To co robimy?
- Wypożyczyłem dwie części Paranorml Activity. Oglądamy - zapytał Niall.
- Ja muszę wyjść, narazie - powiedział Hazza i wyszedł.
Ok, to było baaardzo dziwne, ale nie wnikam.
- To co oglądamy? - niecierplwil się blondyn.
- No ale ja się będę bała - narzekałam.
- Nie bój się ja cię obronię - powiedział Zayn.
- Hahaha, no dobra.
 Niall włączył film, a ja usiadłam między Zaynem a Liamem. Film faktycznie był straszny, co chwilę wtulałam się w Zayna, co jemu wyraźnie się podobało. (Nie żeby mi nie.) Kiedy skończyła się pierwsza część, Niall zaczął marudzić że skończył się popcorn, i że on bez niego nie da rady oglądac następnej części. Zrobilismy 15 minut przerwy, żeby farbowany mógł pójść do sklepu po przekaśki . Po 10 minutach Niall wrócił, z pustymi rękami i bardzo wkurzoną miną.
- Niall, wszystko ok? Czemu jesteś taki wkurzony? - zapytałam.
- Nie uwierzycie, z kim zobaczyłem naszego drogiego Harolda!
- Z Caroline? - zapytał Liam.
- Tak!
- Co z niego za idiota! Przecież nam obiecywał. Oooo...niech on tylko tu wróci - darł się Lou.
- Ej, chłopaki, co się dzieje? Wytłumaczy mi ktoś?
Powiedzieli mi że, ta cała Caroline to Caroline Flack. Ta prezenterka z x-factora. Że jest 14 lat starasza od Harrego a on się z nią umawia itp. Powiedziałąm że nie chce wiedzieć więcej, bo już po tym co sie dowiedziałam zrobiło mi się nie dobrze...bleee.
 - Pogadasz z nim? Może ty mu przemówisz do rozumu - odezwał sie tym razem Zayn.
- Ja? A co ja mam do tego?
- Nas nie słucha. Może chociaż ciebie posłucha....
- No...dobra spróbuje. Ale nic nie obiecuje.
Właśnie mielismy włączyć drugą część filmu, kiedy do domu wszedł zadowolony z życia Harry. Chłopcy zgromili go wzrokiem a on zrobił zdziwioną minę.
- Dobra, chłopaki ja już się będę zbierać - powiedziałam.
- Odpowadzę Cię - zaproponował loczek.
- No, dob..
- Ej, ja chciałem dzisiaj odprowadzić Vicky - powiedział naburmuszony Zayn.
- Zayn, muszę pogadać z Harrym, innym razem, ok? - zapytałam.
- No dobra.
Pożegnałam się z chłopakami i razem z Harrym wyszliśmy na zewnątrz.
- To o czym chciałaś ze mną porozmawiac?
- Może pójdziemy przez park? Mamy dużo czasu...
- Jasne, więc...?
- Jedno słowo : "Caroline".
- A...ale skad ty o niej wiesz?
- Od chłoapków, Niall was dzisiaj widział.
- No super, to ja dzisiaj nie wracam do domu. Oni mnie zabiją.
- Nie będzie tak źle. Ale Harry, nie rozumiem Cię. Na świecie są miliony dziewczyn które czekaja tylko żebyś na nie spojrzał. A ty....no nie oszukujmy się, wybrałeś babcie.
- Hahaha, no tak masz racje.
- Skoro mam, to dlaczego się z nią spotykasz?
- Już nie, dzisiaj spotkałem się z nią po to żeby raz na zawsze zakończyć naszą znajomość.
- Naprawde, to...super. Czyli już nie musisz się obawiać chłopaków  - zaśmiałam się. - A co sie tak nagle stało?
- Może kiedyś Ci powiem...
Uśmiechnęłam się do niego, i szlismy chwilę w ciszy. Mój wzrok wędrował po całym parku, aż zatrzymał się na parze siedzącej na ławce. To był ON. Tylko nie to...

______________________________________________________________
Podoba się wam? Mnie tak srednio, no ale ocenę pozostawiam wam. Cieszę się i dziekuję za 687 wejść, ale trochę smutno że tak mało komentarzy. Jeśli już czytacie to zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza, to naprawde motywuje do dalszego pisania.
Let's go crazy, crazy, till we see the sun <3

15 września 2012

Rozdział 2

Rozdział 2
Leniwie otwarłam jedno oko, bo ktoś odsłonił rolety w moim pokoju.
- Kto kolwiek włączył słońce, ma je w tej chwili wyłączyć!
- Vic, jest 14:00!
-Co? Niemożliwe!
- A jednak - powiedziała Amy i zwiesiła głowę na dół, a na podłogę kapło kilka jej łez.
- Ej Amy, co jest?
- Dzwonili do mnie ze szpitala, moja mama nie żyje.
- Co ale jak to? Co się stało?
- Miała wypadek w pracy. Coś się tam na nią zwaliło. Nic mi nie chcieli powiedzieć. Muszę tam jechać.
- Jadę z tobą.
- Nie, dopiero przyjechałas. A ja mam tam trochę do załatwienia.
- Kiedy jedziesz?
- Za chwilę.
Łzy napłynęły mi do oczu, dopiero zamieszkałyśmy razem a ona juz wyjeżdża.
- A ile Cię nie będzie?
- Nie wiem, tydzień, może dwa.
Zeszłyśmy na dół, Amy pożegnała się ze mną, moim tatą i Jakiem. Kate odwoziła ją na stacje.
Kiedy tylko zniknęły za zakrętem rozpłakałam się na dobre, to niby tylko 2 tygodnie. Ale i tak będę za nią tęsknić.
- Mam coś dla Ciebie - odezwał się mój tata.
- Co takiego?
- Masz - powedział i dał mi kartę kredytową. - Narazie masz na niej tylko 100 tys. bo tyle mogłem wpłaćić. Ale będzie przybywać....
- Tato! Nie moge tego przyjąć!
- Jesteś moją córką, a to i tak nie wynagrodzi Ci tego wszystkiego.
- Dziękuje, kocham Cię - powiedziałąm i przytuliłam go.
- Też Cię kocham.
-To co jedziesz na zakupy?
- Jasne, że tak.
- To masz weź mój samochód.
 -Dziękuje.
Pobiegłam na górę wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w to:
i zbiegłam na dół.
- To ja lecę! - krzyknęłam i poszłam do garażu, w którym stało auto. Odpaliłam je i skierowałam się w stronę centrum handlowego. Wow, mam 100 tys, i to nie koniec. Nie mogłam w to uwierzyć, ale dalej zastanawiałm się skąd mój tata ma tyle kasy. Dobra, nie ważne, później z nim pogadam. Starałam się nie myśleć też o Amy i jej mamie. W końcu dojechałam. Weszłam do galeri, matko ile tu sklepów!
Chodziłam już dobre 4 godziny, nogi mi zaraz odpadną. A do tego jeszcze nie zjadłam śniadania. Dobra idę do jakiejś resauracji. Kurde! Głupi but! Ja chyba nie umiem wiązac sznurówek, co chwilę mi sie rozwiązują. Przykucnęłam żeby zawiązać tego nieszcęsnego buta, kiedy ktoś na mnie wszedł. Dosłownie! Tak że obydwoje teraz leżeliśmy na ziemi.
- Przepraszam nie zauważyłem Cię - powiedział chłopak o ciemnej karnacji.
- Nie spoko, nic się nie s.... - zaczęłam i urwałam w połowie bo zaczęłam gapić się w jego brązowe oczy.
- Dam Ci autograf, zdjęcie, wszystko. Tylko błagam nie krzycz.
- Co?! Dlaczego miał byś mi dawać autograf? I czemu miałabym krzyczeć?
- Bo jestem....nie ważne. Jak masz na imię?
- Victoria,a ty?
- Jestem Zayn. Może dasz się zaprosić na kawę?
W tym momęcie zaburczało mi w brzuchu i zaczęłam się śmiać.
- No albo na obiad - dodał po chwili Zayn.
- Bardzo chętnie - poszliśmy do "restauracji" Nando's.
- To ulubiona restauracja mojego przyjaciela.
- To pewnie, często tu jesteś, co polecasz?
Zamówilismy po hamburgerze i coli i zaczęliśmy gadać. Zayn opowiedział mi dużo o sobie, a ja mu o sobie. Świetnie mi się z nim gadało, tematów nam nie brakowało. A dodatkowo był jeszcze tak przystojny.... Kiedy już zjedliśmy, razem chodziliśmy po sklepach. Nawet się nie zorientowałam kiedy na dworze zrobiło się ciemo.
- Ja już muszę wracać, miło było Cię poznać.
- Ciebie też. Dasz mi swój numer?
- Jasne - zapisałam mu swój numer w telefonie, i chciałam odejśc.
- Nie pożegnasz się?
- Pa - dałam mu buziaka w policzek,wzięłam swoje zakupy i skierowałam się w stronę samochodu.
Dojechałam do domu, wstawiłam samochód do garażu. Wchodząc przez drzwi, krzyknęłam tylko "wróciłam" i pobiegałm do swojego pokoju. Kiedy już w nim byłam, rozmyślałam o tym co się dzisiaj stało. O Zaynie, o Amy i jej mamie i  o tym jaka jestem szczęśliwa. Nagdle zadzwonił mój telefon.
 *rozmowa*
J: Halo?
Z: Hej, tu Zayn.
J: O, hej Zayn, co tam?
Z; A nic, chciałem po prostu zapytać co robisz jutro?
J; Hamm...w sumie to nic.
Z: To może wpadłabyś do mnie, poznała byś moich przyjaciół?
J: No sama nie wiem....
Z: No proszeeeeee.....zgódź się.
J: No dobra, ale ja nie wiem gdzie ty mieszkasz. A w ogóle to o której?
Z: Wyśle Ci adres sms-em ok? O 13.
J: No dobra, to do jutra. Pa.
Z: Do jutra, miło było Cię znów usłyszeć.
Uśmiechnęłam się sama do Siebie. Co się ze mną dzieje? Dobra, nie ważne. Poszłąm do łazienki, wykąpałam się,przebrałam w piżamę i zadzwoniłam do Amy. Powiedział że wszystko jest ok, i że bardzo się cieszy że kogoś poznałam. Pogadałyśmy jeszczę trochę i poszlam spać.

*Następnego dnia*
Obudził mnie Jack, skaczący po moim łóżku. Kocham go, ale go zabije.
- Jack, możesz nie skakać po łóżku z łaski swojej?
- Tatuś mówi, że jest 12 i masz wstawać.
- CO?! Już 12?!
- Dzięki, że mnie obudziłeś. Kocham Cie.
Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki się ogarnąć. Ubrałam się w to:  Po 15 minutach byłam gotowa, zbiegłam na dół i zjadłam szybkie śniadanie. Sprawdziłam telefon, była tam adres Zayna. Powiedziałam tacie że wychodze i nie wiem o której wróce. Kazał mi sie dobrze bawić a dalej już nie słyszałm bo wyszłąm z domu. Okazało się że mieszka on 5 domów od mojego. Stnęłam pod drzwiami i zapukałam. Otworzył mi koleś w loczkach.
- W czym mogę pomóc?
- Przyszłąm do Zayna, jestem Viki.
- Do Zayna? Hmmm...to nie wiem czy Cię wpuścić.
- Co ale dlaczego?
- No bo, mi jest smutno. Nie przyszłaś do mnie.
- Pewnie dlatego, że Cię nie znam - uśmiechnęłam się.
- Jestem Harry, już mnie znasz. Przyszłas teraz do mnie?
- Tak, pewnie - powiedziałam.
- No to na przywitanie musisz mnie przytulić - poruszył zabawnie brwiami.
Przytuliłam go i w końcu wpóścił mnie do środka. A tam! Trwała bitwa na żarcie.
- Ała! Dostałam marchwką w głowę! - zaśmiałam się.
Oczy wszystkich skierowały się w moją stronę. Chłopak w koszulce w paski, podszedł do mnie, zabrał mi marchewkę i zaczął ja jeść.
- Jestem Louis. To, Niall, Liam i Harrego już znasz.
- Jestem Vicky.
- Dlaczego nie krzyczysz, tak w ogóle?
- Dlaczego miałabym krzyczeć? Zayn wczoraj mówił to samo.
 - To nie wiesz kim my jesteśmy? - zapytał zdziwiony Harry.
- Nie, skąd mam was znac?
Wtedy zaczęli śpiewac piosenke....już ją gdzieś słyszałam. Moment....a to nie są... Tak to jest to całe jak im tam? One Direction? Chyba tak!
- Ej, wy jesteście One Direction tak?
- Wiedziałem, że nas znasz - zaśmial się Niall.
- Tak, słyszałam coś o was. Ale nie jestem fanką.
- Jak to? No to ja się focham - udawał obrażonego Lou.
- Dlaczego?
- Bo nas nie lubisz.
- Lubię was....
- Udowodnij.
- Ale jak?
- Hmmm...dasz każdemu całusa w policzek?
- Yyy...nie?
- Znaczy że nas nie lubisz - powiedział Liam.
- A co tu się dzieje? - zapytał sie Zayn schodząc na dół po schodach.
- O, hej Vicki - powiedział i pocałował mnie w policzek a ja jego.
- No ej! To nie fer!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać i wygłupiać. Chłopcy wpadli na pomysł, żeby zrobić imprezę. Wszyscy tańczyliśmy, śpiewalismy i oczywiście pilismy. Zayn i Harry nie odstępowali mnie na krok, dziwne. W końcu Lou wpadł na genialny pomysł, żebyśmy zagrali w prawda i wyzwanie. Usiedliśmy w kółku. Zaczyanł Lou.
- Harry, prawda czy wyzwanie.
- Wyzwanie.
- Masz wyjść na ulicę, stanąć na środku, zatrzymać samochód i zatańczyc przed nim makarene.
- Dobra, bez problemu - Harry wykonał swoje zadanie i teraz to on wymyślał zadanie.
- Vicky, pytanie czy wyzwanie?
- Pytanie.
- Co Ci się w każdym z nas najbardziej podoba?
- Więc: Liam - to że panujesz nad tą bandą, Lou - twoje poczucie humoru, Harry - twoje loczki, Niall - twój
śmiech, Zayn - twoje oczy. Zadowoleni?
- Jak najbardziej.
Pograliśmy jeszczę trochę, aż nam się znudziło. Zayn tak się nawalił, że nie pamiętał jak ma na imię. Nawet nie wiem kiedy, ten czas zleciał ale była już 23:00.
-Dobra chłopaki ja już się zbieram.
- Odprowadzę Cię - zaproponował Harry.
- Nie no co ty? To nie dalego.
- No prooooszeee...
- No dobra, narazie chłopaki.
- Paaaa - powiedzieli wszyscy i wyszlismy.
- Od dawna tu mieszkasz, nigdy Cię tu tak na prawdę tu nie widziałem.
- Nie mieszkam tu od wczoraj.
- To gdzie mieszkałaś wcześniej?
- W domu dziecka - powiedziałąm i zwisiłam głowę na dół, bo poczułam, że łzy napływaja mi do oczu.
- Przepraszam, nie chciałem - dodał i mnie przytulił, a ja się w niego wtuliłam. Nagle poczułam się taka bezpieczna. Co się ze mną dzieje? Wczoraj Zayn, dzisiaj Harry...Ale to byłóo coś innego. Kiedy przytulałam Zayna nie czułam tego samego. Nie no ja już wariuję. po chwili odsunęłam się od niego i powiedziałam:
- Dziękuje.
- Nie ma za co - i pokazał rządek białych ząbków. Jej jaki on ma uśmiech, awww...
- To co idziemy?
- Jasne.
Harry opowiedział jakiś żart a ja zaczęłam się śmiać, od razu poprawił mi się humor. Doszliśmy pod mój dom, pocałowałam go w policzek na pożeganie i skierowałam się w stonę domu. Przed drzwiami odwróciła się jeszcze i pomachałam mu. Weszłam do domu, wszyscy już spali. Poszłam do swojego pokoju. Podeszałm  do okna i patrzałam jak Harry znika za zakrętem. Poszłam się wykąpać, i połozyłam się spać. Sprawdziłam telefon, miałam jedną nie odebraną wiadomość : " Dobranoc księżniczko, słodkich snów ~ Harry. PS. Ukradeł Zaynowi twój numer. Nie jesteś zła?" Zaśmiałam się tylko i odpisałam " No coś ty, czemu miałabym być zła. Dobranoc, królewiczu. Hahahah ". Nie czekałąm już na odpowiedź, bo zasnęłam. Miałam przepiękny sen, śniałam o...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę długi, ale nie umiałam przestać go pisać! Mam nadzieję że się wam spodoba. Według mnie jest taki sobie. Ale ocenę pozostawiam wam, komentujcie. Z góry dziękuje. Następny za tydzień.